Szanowni Państwo. Ta strona korzysta z mechanizmu Cookies m.in. dla wtyczek portali społecznościowych oraz statystyk ruchu. Mogą Państwo wyłączyć obsługę tego mechanizmu korzystając z ustawień używanej przeglądarki internetowej lub używanego urządzenia.
 

Blog

Druzgocące wyróżniki miejsc

Mariusz Pleban, 28.11.2011

Niezależnie – Rzeszów, chipsy, Chicago czy mydło – marki, produkty i miejsca powinny się wyróżniać. Na tyle, żeby intrygować, przyciągać i nie dać o sobie zapomnieć. Co więcej – powinny nas zmusić, żebyśmy bez końca opowiadali o nich swoim znajomym i współpracownikom. Innymi słowy – powinny być jak gwoździe, które łatwo się wbija, ale z trudem wyciąga.

Lekcja 1 – Logotypy miejsc to tylko czubek czubka góry lodowej!

Wystarczy zobaczyć jak logo miejsc są do siebie podobne. Ta grafika to tylko czubek góry pracy. Pod tym czubkiem znajduje się cały kotlerowski marketing-mix. Pełne 4 P. Wejście z marką na rynek miejsc działa wg tych samych zasad jak wejścia marek np FMCG. Zatem powinniśmy mieć świadomość nieuchronnej (statystycznie rzecz biorąc) klęski. Tak, trzeba ją wziąć konkretnie pod uwagę, gdyż jak podaje Martin Lindstrom w takiej Japonii aż 97% nowych marek wchodzących na rynek w bardzo szybkim czasie z rynku schodzi. Miasto pewnie ciężko zdjąć z półki sklepowej jak produkt. Łatwo jednak wymazać ze świadomości. Ważne są nie tylko kolory, ale także kontent!

Lekcja 2 – Komunikat musi pasować do oczekiwań!

Z jakim państwem kojarzy Wam się „Wino i perfumy”*? Z jakim „inżynieria*”? Gdzie podróżuje Wasz umysł słysząc „design*”? Zatem jeśli ktoś chce z miasta zrobić centrum światowej mody to musi mieć poważne powody. Ludzie uwierzą, w to co wiedzą. Czy Walia kojarzy Wam się w najwyższą technologią? Raczej nie – chyba już bardziej z farmami, małą liczbą kawiarni Starbucks (jak Amerykanin sobie tam poradzi!) oraz słabym zasięgiem komórki. Walijczycy mają chyba dystans do siebie, bo dokładnie to powiedzieli w swoich reklamach. Mają także spryt.

De facto, wg tej samej zasady działali kilka lat temu Polacy. W przerażonej Francji, do której wraz z otwarciem rynku pracy nadciągali polscy hydraulicy. Reklama uspokajała („Zostaję w Polscę”) i zapraszała do wizyty w Polsce. 

Lekcja 3 – Patrz na miejsce oczami podróżnika!

Jeśli jest gdzieś ta jedyna, absolutna i ostateczna odpowiedź na wszelkie pytania w rodzaju „jak mam promować moje miejsce?”, „co jest ważne dla przyjezdnych?”, „czy Angelina Jolie da mi swój numer telefonu? (ok., tu może zagalopowałem się) to jest to menu na podróżniczych sajtach internetowych. Jeśli zajmujecie się komunikację miejsca i nigdy nie słyszeliście o www.tripadvisor.com, www.concierge.com lub www.booking.com to rzućcie tę robotę. Naprawdę. Lepiej zajmijcie się szydełkowaniem. Czy zwróciliście uwagę na to, że tam miejsca pokazuje się. Albo linkuje się do portali społecznościowych, które także pokazują. Na przykład na www.flickr.com. Poważny podróżnik, zanim gdzieś pojedzie, dokładnie zobaczy miejsce właśnie na flikerze.

I na youtubie, No i na profilu fejsowym znajomego podróżnika.

 

Niedługo kilka następnych lekcji wbijania gwoździ. Już z konkretnymi przykładami. W międzyczasie, jeśli jesteście zainteresowani wspominanymi na początku tekstu gwoździami, możecie poczytać także o Euro młotku.

 

*Odpowiedzi na pytania zadane w lekcji 2.

Wino i perfumy to Francja. Inżynieria to Niemcy. Design to oczywiście Włochy. Jak kojarzyło Wam się coś innego to chyba oglądacie tylko Narodową Telewizję Północnej Korei…

2013

2012

2011