Ojej, brzydko o mnie napisali!
Bartosz Lewicki, 21.11.2011

Cóż, zdarza się tak czasami, że prasa zamiast pisać peany na cześć i ku chwale naszej (lub klienta) pisze przykry, niesympatyczny, a wręcz wrogi tekst.
Pierwsze uczucie, to przykrość. Drugie – złość. A trzecie... a po trzecie trzeba się wziąć do roboty, a nie dramatyzować!
Kiedy ochłoniemy, a emocje opadną trzeba po raz kolejny przeczytać tekst. Na spokojnie. Później – przeczytać ponownie, ale jednocześnie przygotować streszczenie – to znaczy – wyciągnąć sens, spisać hasła. Nie, że piszą źle i brzydko, tylko konkretnie – co.
Czytamy ponownie – jaki język – chłodny, cięty, złośliwy? Czy atak jest bezpośrednio w tekście czy też w cytatach? Jeśli tak, to kto (i dlaczego) je wypowiada?
Może się zdarzyć, że informacja jest negatywna, ale hm... słusznie. Ktoś coś zbroił, a teraz ponosi tego konsekwencje. A są przecież tacy, którzy uważają, że na ich temat (ich firmy, produktu, partii) pisze się tylko dobrze. Lub w ogóle.
OK, tekst został przeczytany kilka razy, rozerwany na strzępy, przeanalizowany.
Co dalej? Kto tak napisał (można też od tego zacząć, ale wtedy trudniej uspokoić nerwy :), w jakim tytule? Może ten autor zawsze jest czepialski, może to medium zwykle stosuje agrsywny ton i mocne stwierdzenia? Nie? A może brzydko potraktowaliśmy kiedyś dziennikarza (na przykład jego prośba o wywiad, wypowiedź została zignorowana)? A może jesteśmy w sporze z redakcją?
Żeby podjąć decyzję odnośnie dalszych kroków, należy spokojnie przeanalizować wszystkie informacje – o tekście, autorze, tytule oraz kontekście. Ba, sprawdzić, czy sprawa jest istotna ze względu na nakład, zasięg lub reputację czasopisma, bo może szkoda czasu...
Jako niepoprawny optymista najpierw proponuję skontaktować się z autorem tekstu. Zawsze można wyczuć, o co mu chodzi – czy jest negatywnie nastawiony, z wolą konfrontacji czy też trafił na ciekawy w swoim mniemaniu temat i postanowił go pociągnąć. A może miał gorszy dzień lub ktoś go wpuścił w maliny.
Jeśli to nie da skutku – należy zadzwonić do szefa działu lub redaktora naczelnego – o ile nie jesteśmy jeszcze w konflikcie z redakcją, odrobina mediacji nie zaszkodzi. Może zgodzą się opublikować artykuł polemiczny, list do redakcji, pozwolą przedstawić nasze stanowisko.
To nie daje skutku? Jeśli jesteśmy w 100% pewni swoich racji należy prostować. Nie będę tu przytaczał podstawy prawnej itp, bo szkoda miejsca, zawsze można znaleźć w internecie, na przykład tu.
W związku z obowiązującym prawem regulującym również czas, jaki mamy na przesłanie sprostowania należ działać szybko, przesyłając sprostowanie na redaktora naczelnego. Prostować można jedynie podane fakty i stwierdzenia, ale nie komentarze i oceny. Sprostowanie musi być konkretne i rzeczowe. Sprostowanie powinna przesłać też osoba, która ma do tego upoważnienie. Tak – redakcje czasem starają się odrzucić sprostowanie, bo nie zostało przesłanę przez formalnego przedstawiciela firmy lub organizacji.
- Jak tak znany dziennikarz mógł tak źle potraktować naszą niewinną firmę!!!???? Kto wam płaci za szkalowanie owocu mojego życia – moje firmy?
Takie pytania nie powinny znaleźć się w sprostowaniu, bo może stanowić to podstawę odmowy publikacji, jako, że jest to polemika. Trzymamy się więc reguł z ustawy i do tego samego obligujemy redakcję.
Należy poczekać na opublikowanie sprostowania. A jeśli nie będziemy usatysfakcjonowani z tego, jak potraktowała nas redakcja, zawsze można skierować sprawę do sądu o ochronę dóbr osobistych.
Niech się adwokaci cieszą.





