Dlaczego nie było końca świata?
Mariusz Pleban, 24.05.2011

Ostatnio zastanawiałem się, dlaczego ludzie tak niechętnie ulegają podpowiedziom rozsądku i nie gaszą światła po wyjściu z pomieszczenia (chłopie, gdzie ten koniec świata???). Odpowiedź jest oczywiście prosta – z lenistwa i poczucia komfortu. Te dwa elementy blokują nas przed wykonaniem bardzo prostej czynności. Ci, którzy mają zainstalowane włączniki światła reagujące na klaskanie… nie mają siły klaskać. Developerzy zaczęli montować standardowe włączniki na wysokości ok. 100 cm nad poziomem podłogi. Kiedyś było wyżej i ponoć ciężej było sięgnąć. Sięgnąć niżej jednak też jest ciężko. Totalny bezwład. Jeszcze kilka dekad i ludzkość sflaczeje i jedyną szansą na wyłączenie światła będzie montowanie włączników w podłodze. Będziemy stąpać po nich jak kiedyś Michael Jackson w teledysku Billy Jean. Innym rozwiązaniem powinny stać się „potykacze”, które będą wymuszały w trakcie upadku wyciągnięcie rąk. Sprytny architekt tak wykoncypuje lokalizację wyłącznika, że akurat na niego wpadniemy. Ręką lub czołem.
Może jednak warto już teraz stuknąć się w czoło i spojrzeć na problem z szerszej strony. W ten weekend mieliśmy wyznaczony termin końca świata i nic (nareszcie napisał coś o tym końcu świata!). Skoro żyję i piszę ten wpis blogowy to zapewne świat się nie przewrócił i nadal trwa (choć może to już tylko matrix). Skoro tak, to teraz będziemy wypatrywać 21 grudnia 2012 roku, czyli końca kalendarza Majów. Tu zapewne też nic nie wydarzy się. Co zatem będzie dalej? Najprawdopodobniej będzie z tym niezła chryja i trzeba będzie jakoś żyć. Ha! I wtedy wyjdzie szydło z worka. Okaże się, że życie zacznie być coraz droższe. Dlaczego? Będziemy musieli płacić za budowę wielu tam, w tym tej powstrzymującej napływ wody morskiej do Wenecji. Okaże się, że efekt cieplarniany naprawdę podnosi poziom oceanów. Ryby będziemy musieli jeść tylko w święta, bo trochę zabraknie nam na nie kasy. Dlaczego? Bo na końcu świata (tu w sensie geograficzno-świadomościowym) Wielka Rafa Koralowa przestanie istnieć, co zaburzy łańcuchy pokarmowe. Kilka tysięcy wysepek urlopowych zatonie. Ktoś będzie musiał utrzymać uciekinierów z Malediwów i innych takich dziwnych plamek na mapie. I tak dalej. I tak dalej. Świat zmieni się. Bardzo. A nas będzie więcej i więcej. Teraz jest 7 miliardów, a będzie ich niedługo 9. Jakoś to towarzystwo będzie musiało wyżywić się.
Kiedyś wierzyłem, że to co może obudzić ludzi to obrazki ginących zwierząt i topniejących lodów. Widziałem prezentację Ala Gore’a i wiem, że to łapie za serce. Niestety na chwilę. Teraz jednak myślę, że ludziom trzeba uzmysłowić ile kasy będzie kosztować nas kiedyś nieekologiczny tryb życia. Niekologicznie to drogo. Nieekologicznie to tak jakbyśmy chcieli końca planety już dzisiaj.
Końca świata w 2012 roku nie będzie i co wtedy? Znajdziemy sobie kolejną datę. Podobno jest jeszcze szansa w 2060, 3036, 3044, 5079...
A końca świata nie będzie. Dlaczego? Bo życie to nie bajka.
Post scriptum
PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA
W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.Czesław Miłosz





