Szanowni Państwo. Ta strona korzysta z mechanizmu Cookies m.in. dla wtyczek portali społecznościowych oraz statystyk ruchu. Mogą Państwo wyłączyć obsługę tego mechanizmu korzystając z ustawień używanej przeglądarki internetowej lub używanego urządzenia.
 

Blog

Public Relations – a co to jest?

Mariusz Pleban, 22.03.2011

„Gdzie pracujesz?” zapytał mnie kilka tygodni temu laotański mnich Sichanh, gdy rozmawialiśmy ze sobą w świątyni Meuna w Luang Prabang. Odpowiedziałem na to szybko – „Mam agencję Public Relations”. Podniesienie brwi zdradziło kompletne niezrozumienie tego, co mam na myśli. „A co to jest?”. Tu przyznaję, miałem problem. Tłumaczyłem już to moim rodzicom, tłumaczyłem 12 letniemu dziecku, tłumaczyłem tysiącom studentów, klientów, dziennikarzy i sobie samemu. Nigdy dotąd laotańskiemu mnichowi.

Mnich Sichanh Nic dziwnego, że nie wiedział co to takiego, ten PR. Mnich Sichanh pochodzi z kraju, który nie może specjalnie pochwalić się wolnością mediów. Nie pochodzi też z kraju o wysokim poziomie edukacji. O PKB nie wspomnę. Mój nowy znajomy nie mógł zrozumieć tego określenia również z tego powodu, że w Laosie nie ma praktycznie żadnej agencji public relations, która mieściłaby się w granicach określanych przez, na przykład, Związek Firm Public Relations. Wystarczy spróbować znaleźć laotańską agencję PR w Google. „Bon chance”, jak mówią Francuzi lub „good luck”, jak mówią hinduscy kierowcy autobusów.

Sąsiedni Wietnam też na wysoką znajomość PR nie choruje. Sytuacja jest tutaj jednak zdecydowanie inna. Wyższy poziom dochodów i zdecydowanie większy kontakt ze światem spowodował wysyp agencji reklamowych i pojawienie się firm PR. Co prawda Facebook jest tak samo blokowany przez władzę, jak w Laosie, jednak Wietnamczycy radzą sobie z tym bez problemów. Dowodem na to jest chociażby fakt, że wielu moich znajomych z Facebooka pochodzi i mieszka w tym pięknym kraju. Ostatnio, lądując w Hanoi doświadczyłem braku Fejsa. Wystarczyło jednak połączyć się z internetem (w każdym hotelu jest darmowy dostęp) i można było łatwo znaleźć instrukcje. Dla zainteresowanych, proszę: http://www.ehow.com/how_5856840_access-blocked-facebook-vietnam.html

Wspomniane Hanoi ma jeszcze jedną ciekawą cechę, ciekawą z punktu widzenia technologii przekazywania informacji. Otóż miasto to jest dosłownie oplecione setkami kilometrów kabli, które łączą niezliczone megafony. Przez ten system komunikacji z obywatelami rząd wietnamski nadaje codziennie rano, jak to nazwał jeden z poznanych przeze mnie Wietnamczyków, „program rozrywkowy”. Jedna godzina komunikatów o wielkości i sile państwa. Nikt, dosłownie nikt, jednak nie wydaje się słuchać tych informacji. To taki mały zabytek z czasów wojny wietnamskiej, który kiedyś miał ostrzegać przed atakami amerykańskich bombowców. Czasy się jednak zmieniły.

Danger mines Zmienia się też niedaleka Kambodża. Ten kraj dotknięty straszliwymi rządami Czerwonych Khmerów i Pol Pota był i chyba nadal jest najbardziej zaminowanym kawałkiem kuli ziemskiej. To co stanowi negatyw zostało przekute w pozytyw i targowiska pełne są T-Shirtów z hasłami „Danger. Mines.” http://www.mariuszpleban.com/cms/gallery/view-info/271. Nagle stało się to wyróżnikiem w grupie krajów półwyspu indochińskiego i jest nie lada atrakcją często utrwalaną na fotografiach.

Skoro o fotografii mowa, to w miejscowości Siem Reap, niedaleko Angkor Wat, organizowany jest też fantastyczny festiwal fotograficzny, znany w całym regionie, komentowany także na Facebooku. Znają się tam na organizacji wydarzeń, znają się też na robieniu rozgłosu. Wykorzystują do tego nie tylko swoich twórców, ale też… polskich. To właśnie tam, w małej galerii fotograficznej, obejrzałem po raz pierwszy wystawę Tomasza Gudzowatego http://wydarzenia.o.pl/2009/02/sports-features-wystawa-fotografii-tomasza-gudzowatego/ .

Wracając do Laosu, trafimy na granicy na formularz wizowy (visa upon arrival form). Znajdziemy tam coś co przykuje mocno naszą uwagę.  Jedna z rubryk nazwana jest „Race”. Nie ukrywam, że moje pierwsze skojarzenie było związane raczej z Formułą 1 lub Indy Car. Dopiero potem nadeszła konstatacja, że tu niekoniecznie znane jest określenie „polityczna poprawność”. 

W tym rejonie świata przyszło żyć mnichowi Sichanhowi. Każdego dnia rano zbiera ryż od okolicznych mieszkańców, chodzi do szkoły, modli się, rozmawia z mieszkańcami Luang Prabang i obcokrajowcami. Zapytałem go co robi. „Szanuję ludzi i staram się do nich dotrzeć” odpowiedział. „To robisz PR” mówię z uśmiechem.

Jeśli chcecie zobaczyć Mnicha Sichuanha i innych mnichów z świątyni Meuna zapraszam do fotoreportażu: http://www.mariuszpleban.com/cms/gallery/view/5-days-with-monks

Na koniec zaznaczę, że artykuł jest jedynie wstępem do kolejnych publikacji o PR i brandingu z ciekawych i często egzotycznych krajów. Już niedługo coś o Indiach.

2013

2012

2011